Mazury łel kom tó.
Wróciłam. Razem z przyjaciółką podróżowałyśmy pks’em po rozległej krainie jezior. Zupełnie beztrosko, to tu, to tam. I tylko czasem, zaaferowane słonecznymi kąpielami i moczeniem nóg w wodzie zapominałyśmy o Bożym świecie i ostatnich autobusach powrotnych, które dawno już odjechały. Wówczas, zupełnie już nie bezproblemowo szukać musiałyśmy innego transportu. Skutkiem wystawiania się na promienie UV jest moja czekoladowa opalenizna... w kolorze białej milki. Kolezanka zaś całkiem kawowa już. Ołjea kocham swoją cerę. Dzieci w parku zrobiły nam, tylko nam, nam i nam, pokaz breakdance'a a my wszystko nagrałyśmy na komórki żeby móc sobie wracac do tych roześmianych chłopców.
Czyli miło było. teraz Włochy czekają a wraz z wrześniem nowa szkoła i ludzie. (może nawet ten entuzjazm, który towarzyszy pierwszym miesiącom nauki: "będę systematyczna i będę odrabiać lekcje") Cudownie.
Szczęśliwie wróciłam szczęśliwa z kraju gdzie "przeklinają" na każdym zakręcie.
Wspomnień ze sobą przywiozłam jeszcze więcej niż bagaży. (kobiece słabostki)
Wenecja. Miasto na wodzie w którym można zobaczyć min. Wieże Eiffla. (przysłaniającą jeden z kluczowych zabytków)
Ciemne zakamarki. . .
. . . tychże uliczek.
...a tak mniejwięcej wyglądał mój widok 3/4 dnia z pozycji leżącej. (kobiety słabostek mają wiele)